Wyjście z przegrywu - grupa znajomych


Bardzo wiele "przegrywów" ma główny cel - związanie się z jakąś kobietą. Tu niestety pojawia się problem, żeby poznać odpowiednią kobietę, trzeba zazwyczaj poznać dziesiątki, czasem setki osób. Co więcej, trzeba być nieco ogarniętym towarzysko, tak, żeby wybranka przynajmniej nie czuła wstydu wśród ludzi. Niestety, moi drodzy, nie da się siedzieć przed komputerem 15 godzin na dobę i mieć dużą grupę znajomych w realnym życiu. Nie da się też być "introwertykiem" (zazwyczaj termin używany przez osoby uzależnione, bo to ładniej brzmi) i mieć szansę na poznanie kogoś. Trzeba pracować. To jak z pieniędzmi, nikt ich nie da za siedzenie w domu i oglądanie seriali. Żeby mieć kasę, trzeba iść do pracy, żeby mieć znajomych (i szansę na poznanie dziewczyny), trzeba iść do ludzi. Nawet, jeśli się tego nie lubi.

Pamiętając o zasadzie "ego depletion", powinno się unikać poznawania ludzi, którzy będą z jakiegoś powodu męczący - czy z powodu ich stylu bycia, czy też z uwagi na sytuacje, w których będziemy mieli z nimi kontakt. Są ludzie, którzy po prostu nienawidzą klubów, dyskotek czy imprez z alkoholem. Skądinąd słusznie. Ale jak poznawać ludzi, jeśli unika się sytuacji stworzonych po to, by poszerzać krąg kontaktów?

Tutaj w końcu do czegoś przyda się ten internet. Są dosłownie tysiące okazji, by dołączyć do jakiegoś zgrupowania, albo samemu takie założyć. Dla nieśmiałego mężczyzny szukającego kobiety będzie to o tyle korzystne, że zazwyczaj w tego typu sytuacji nie ma konkurencji w postaci najbardziej przebojowych samców, co więcej "gra społeczna", o której pisałem w rozdziale o kontaktach jest wtedy na o wiele niższym poziomie. Trzeba tylko pamiętać o jednej rzeczy - spotkania są po to, żeby poznawać nowe osoby, a nie żeby ślinić się do każdej kobiety!

Bezcennym źródłem jest facebook. Jeśli ktoś boi się kontaktu z drugim cżłowiekem, będzie wymyślał sobie szereg wymówek by uniknąć rejestracji - bo szpiegują, bo komercyjne, bo stronnicze politycznie, bo to, bo tamto... Może i te zarzuty są prawdziwe, ale bojkot przypomina nie korzystanie z prądu, bo nie podoba nam się polityka właściciela elektrowni.

Mając opanowane podstawy interakcji, można spróbować iść na głębszą wodę i rozwinąć sieć kontaktów. Rejestrujemy się, dołączamy do grupy - świat stoi przed nami otworem!

Kilka przykładów, jak poznawałem ludzi, z mojego własnego doświadczenia.

Wegetarianizm. Jestem na diecie bezmięsnej, co prawda podchodzę do tego na luzie i spora część "normalnych" znajomych nawet o tym nie wie, ale jestem. Grupy i czaty wegetariańskie to kopalnia potencjalnych kumpli i koleżanek. W moim mieście nie było grupy regionalnej, więc taką założyłem. Dałem jedno ogłoszenie, że może byśmy tak poszli na ognisko, drugie, że warto iść i pozbierać śmieci w okolicy. Znakomita większość ludzi z jakiegoś powodu oczywiście nie pasowała, ale z jedną z poznanych w ten sposób koleżanek utrzymuję bliski kontakt do tej pory.

Jeszcze ciekawiej wygląda sprawa globalnych grup i czatów powiązanych z dietą. Prawie wszystkie moje romantyczne przygody miały swój początek w tego typu społecznościach, miało to miejsce w czasie, gdy izolowałem się od "zwykłych" ludzi. Po latach dorosłem i okazało się, że znakomita większość wegetarian jest w jakiś sposób dysfunkcyjna społecznie, ale poznałem sporo naprawdę wartościowych osób, z którymi kontakty utrzymuję do dziś, po kilkunastu latach. Nie próbuję tu nikogo namawiać do zmiany diety, pokazuję tylko, jak coś, co mnie wyróznia, dzięki internetowi zamieniło się w sporą grupę znajomych.

Bieganie. Dzięki temu mam dwoje dobrych znajomych - kumpla mieszkającego kilkanaście kilometrów dalej, oraz sąsiadkę. Jego historia jest tutaj dość pouczająca - zagadał do mnie na forum biegowym i umówiliśmy się na wspólny trening. Okazało się, że mamy zbliżone zainteresowania, fajnie się nam rozmawia, jakoś się potoczyło. Niedługo potem zabrałem go na ognisko z również poznaną w internecie koleżanką. Teraz są szczęśliwym małżeństwem z ponad rocznym synkiem. Gdyby się do mnie wtedy nie odezwał, gdyby ona nie odważyła się ze mną kiedyś w przeszłości spotkać, gdybym ja nie zaproponował jej tego spotkania, nigdy by się nie spotkali i nie zakochali od pierwszego wejrzenia.

Turystyka ekstremalna - łażenie po jaskiniach, starych kopalniach, opuszczonych budowlach. Już nawet nie pamiętam, jak to się zaczęło, do kogoś się odezwałem, ten ktoś zabrał mnie na jakąś wycieczkę, tam poznałem innego gościa, on z kolei miał jeszcze jednego znajomego - z tym własnie ostatnim utrzymuję kontakt do teraz i czasem gdzieś jeździmy. Gdybym chciał to ciągnąć, to pewnie miałbym naprawdę dużą grupę kontaktów, ale ze względu na agorafobię (wyjątkowo silne poczucie dyskomfortu, gdy mam jechać gdzieś daleko od domu), nie byłem w stanie jeździć z tymi ludźmi w jakieś dalsze trasy.

Kupiłem kiedyś na allegro nasiona ostrych papryczek. Wyrosło mi tego o wiele więcej, niż mogłem trzymać na parapecie - dałem ogłoszenie na grupie, że oddam sadzonki za darmo. Dzięki temu mogłem spotkać się z kilkoma osobami o zbliżonych zainteresowaniach (nie chodzi o hodowlę chwastów, ale o tematykę tej grupy, mniejsza z tym jaka ona była). To był doskonały pretekst, żeby porozmawiać, zobaczyć czy jakoś zaiskrzy, czy ci ludzie będą dla mnie wartościowi, czy ja będę dla nich.

Gry RPG, zarówno te grane na papierze, jak i polegające na bieganiu po lesie z kartonowym mieczem. Do mojego rodzinnego miasta regularnie na święta przyjeżdża fanatyk planszówek. Dość wartościowy kontakt, żeby go podtrzymać grywam z nim, chociaż średnio lubię tego typu zabawę - wolę klasyczne RPG. Ale przy każdej sesji znajdzie się tam ktoś jeszcze, z kim można porozmawiać, umówić na inną sesję.

Wspinaczka. Lubiłem swego czasu łazić po skałkach. To taki sport, że muszą być dwie osoby - jedna asekuruje, druga włazi, potem zmiana. Dlatego uprawiający go ludzie z dużym entuzjazmem podchodzą do nowych znajomości - zawsze będzie to szansa, że jeden ze znajomych będzie miał akurat wolne na weekend, więc warto trzymać ich dużą grupę.

Przez długi czas zajmowałem się sportami walki. Sale treningowe to miejsca, gdzie można zawiązać wieloletnie przyjaźnie. Co więcej, uczy się tam szacunku do drugiego człowieka - podczas ćwiczeń od partnera może dosłownie zależeć nasze życie.

Niedawno zacząłem grać w Ingress - polega to na chodzeniu po realnym świecie z telefonem komórkowym i zdobywaniu wirtualnych portali, coś podobnego do pokemon go, ale ze średnią wieku graczy bliżej 40 lat niż 14. Co więcej, sukces wymaga współpracy całej grupy. Jeszcze nikogo z grających nie poznałem w realu, ale czuję, że to będzie świetna okazja.

Kilka sytuacji, w których znajomi poszerzali swój krąg kontaktów:

Nauka języków. Jest mnóstwo inicjatyw typu spotkania językowe, albo spotkania w dwie osoby, gdzie przez godzinę mówimy w jednym języku, potem przez godzinę w drugim. Pamiętam zapraszałem znajomych z UK i okolic do Polski, po to tylko, żeby móc z nimi porozmawiać na żywo oprowadzając ich po okolicy. Nic z tego nie wyszło, ale na przykład najlepsza koleżanka znajomej to osoba poznana właśnie na takich spotkaniach.

Moja ex uczestniczy teraz w spotkaniach entuzjastów ziołolecznictwa. Co weekend łazili po łąkach, szukając tych chwastów. Znakomita większość tych ludzi jest niestety zdrowo poryta, ale można spotkać kogoś naprawdę fajnego, na przykład tę moją koleżankę.

Wszelkiego rodzaju grupy zajmujące się naprawdę dziwnymi rzeczami - kumpel uczestniczy w dwóch, osoby zbierające zegarki oraz interesujące się sztuką golenia. Bardzo miłe, kulturalne towarzystwo, czasem spotykające się w życiu realnym.

Fotografia. Sąsiadka (ta od biegania) zaczęła prowadzić bloga fotograficznego poświęconego dzieciom. Poznaje dziesiątki nowych osób, podczas sesji zdjęciowej siłą rzeczy trzeba porozmawiać w sytuacji 1 na 1, co niejako wymusza bliższy kontakt.

Tak można wymieniać w nieskończoność. Grupy modelarzy, hodowców królików, akwarystów, miłośników paprotek (regularnie rozmnażam swoje paprotki), fotografujących ptaki czy owady w naturze, zbierajączy grzybów... czego tylko dusza zapragnie.

I jeszcze raz powtarzam - to są okazje do poznawania nowych ludzi, a nie do znalezienia sobie dziewczyny.