Wyjście z przegrywu - gloryfikacja przegranej


Każdy człowiek chce się czuć ważny, każdy chce identyfikować się z grupą. Antyszczepionkowcy wyznają swoje teorie nie dlatego, że boją się o dzieci, ale z powodu możliwości realizacji potrzeby bycia kimś ważnym, liczącym się. W tym konkretnym wypadku będą uważali się za osoby mądrzejsze od wszystkich naukowców z całego świata. Po co studiować jakieś zagadnienie przez 15 lat, jak można przeczytać bloga czy obejrzeć film na youtube?

To jeden z najważniejszych mechanizmów kierujących zachowaniem człowieka - chęć bycia kimś ważnym, albo członkiem jakiejś specjalnej grupy. Zazwyczaj też jest dołączony element wroga, który jest odpowiedzialny za niepowodzenia. Wszystkie prawie ruchy społeczne mają ten wspólny aspekt - feminizm, rasizm, ruch antyszczepionkowy, redpillersi i tak dalej.

Prawdą starą jak świat jest to, że człowiek jest w dużej mierze ludźmi, którymi się otacza. Internet umożliwił osobom o dość skrajnych poglądach znalezienie "grup wsparcia". Dawniej osoba, której poglądy popiera mniej niż 1% populacji była zmuszona do ich zmiany, albo sama sprowadzała na siebie ostracyzm. Teraz może znaleźć podobnych sobie z całego kraju. Swego czasu współpracowałem z organizacjami wegańskimi. Typową przypadłością było tam całkowicie odklejenie się od rzeczywistości - ci ludzie obracali się głównie w gronie innych wegan, gdzie nawzajem poklepywano się po plecach. Potem tworzyli różne "akcje", które wzbudzały u przeciętnego odbiorcy odrazę i mocno zniechęcały do idei wegetariańskich i wegańskich, ich działania doprowadziły w dużej mierze do tego, że sporo normalnych osób po prostu wstydziło się przyznać do tego typu odżywiania, albo nawet całkowicie z niego rezygnowali. Ale dla wegańskich organizatorów wszystko było w jak najlepszym porządku, bo jedyne osoby z którymi utrzymywali kontakt - inni weganie - twierdzili, że jest OK.

Wracamy do "przegrywu". Mężczyźni, którzy identyfikują się z tym zjawiskiem z reguły nie mają znajomych, czują się odrzuceni. I tu pojawia się internet oraz możliwość znalezienia grupy, która jest podobna. Efekt był dość prosty do przewidzenia - idea przegrania życia zaczęła być gloryfikowana. Tacy ludzie przestali uważać się za kogoś pozbawionego jakiegokolwiek znaczenia, nagle stali się ofiarami, częścią społeczności będącej prześladowaną i walczącą o swoje prawa. Znaleźli sobie wrogów (najczęściej kobiety, albo ci źli inni mężczyźni, którzy ośmielają się mieć życie poza internetem), stali się męczennikami.

Sytuacja jako żywo przypomina wytworzenie się quasi-religijnej sekty. I jak to z sektami bywa, niezwykle trudno znaleźć tu jakieś rozwiązanie tego problemu. Jeśli ktoś po przeczytaniu powyższych akapitów nie będzie w stanie zobaczyć z boku swojej sytuacji, to niestety, ale nie da się mu pomóc - to jak z uzależnieniem od alkoholu, dopóki ktoś sam nie zrozumie że ma problem i nie zacznie szukać pomocy, nic nie da się zrobić.

Dla osób, które zrozumiały w czym problem, jedna bardzo ważna rada - jak zarazy, jak plagi trzeba unikać wszelkich for dyskusyjnych, grup, czatów i tak dalej dla osób "przegranych". Przebywając w takich miejscach, człowiek niejako oswaja się z ideą bycia gorszym, patologiczne zachowania stają się normą, bo ciągle o nich czyta, bez przerwy jest przekonywany, że jego stan jest powodem do dumy, stawia go na piedestale, a wszystkie niepowodzenia biorą się z winy innych.

Najważniejsze to dostrzec ten mechanizm: "Byłem odrzucony - czułem się bezwartościowy - znalazłem miejsce, gdzie zostałem nazwany kimś ważnym - zacząłem usprawiedliwiać działania, które doprowadziły mnie do stanu, w którym jestem".